Czy RTG jest bezpieczne? 7 mitów o promieniowaniu, w które wciąż wierzymy

„Panie dok­to­rze, a czy to prze­świe­tle­nie mi nie zaszko­dzi?” — gdy­by­śmy dosta­wa­li zło­tów­kę za każ­de takie pyta­nie w naszej pra­cow­ni, mogli­by­śmy kupić dru­gi apa­rat rent­ge­now­ski. I mówi­my to bez cie­nia iro­nii, bo oba­wa jest zro­zu­mia­ła: pro­mie­nio­wa­nia nie widać, nie czuć, a sło­wo „radia­cja” koja­rzy się z Czar­no­by­lem, nie z gabi­ne­tem przy Sien­kie­wi­cza. Pro­blem w tym, że strach przed RTG bywa groź­niej­szy niż samo RTG — pacjen­ci odkła­da­ją dia­gno­sty­kę zapa­le­nia płuc, zła­ma­nia czy zmian w krę­go­słu­pie, bojąc się daw­ki mniej­szej niż ta, któ­rą otrzy­ma­ją pod­czas waka­cyj­ne­go lotu do Gre­cji.

Czas roz­pra­wić się z naj­po­pu­lar­niej­szy­mi mita­mi. Po kolei.

Mit 1: „Każde prześwietlenie to poważna dawka promieniowania”

Zacznij­my od liczb, bo bez nich roz­mo­wa o bez­pie­czeń­stwie jest jak roz­mo­wa o pogo­dzie bez ter­mo­me­tru. Daw­kę pro­mie­nio­wa­nia mie­rzy się w mili­si­wer­tach (mSv). Oto, jak wyglą­da­ją typo­we war­to­ści:

Źró­dło pro­mie­nio­wa­niaPrzy­bli­żo­na daw­ka
Zje­dze­nie jed­ne­go bana­na0,0001 mSv
RTG zęba0,005 mSv
Lot samo­lo­tem Kraków–Londyn0,01–0,02 mSv
RTG klat­ki pier­sio­wej0,02 mSv
RTG krę­go­słu­pa lędź­wio­we­gook. 1 mSv
Rocz­ne pro­mie­nio­wa­nie natu­ral­ne w Pol­sceok. 2,4 mSv
Tomo­gra­fia kom­pu­te­ro­wa jamy brzusz­nej8–10 mSv

Tak, dobrze widzisz: prze­świe­tle­nie klat­ki pier­sio­wej odpo­wia­da mniej wię­cej dwóm godzi­nom lotu samo­lo­tem. Każ­de­go dnia — nie­za­leż­nie od tego, czy byłeś u leka­rza — otrzy­mu­jesz pro­mie­nio­wa­nie z gle­by, kosmo­su, mate­ria­łów budow­la­nych i wła­sne­go jedze­nia. Rent­gen dokła­da do tej puli uła­mek.

Mit 2: „Promieniowanie kumuluje się w ciele i zostaje na zawsze”

To chy­ba naj­bar­dziej upo­rczy­we prze­ko­na­nie. Praw­da wyglą­da ina­czej: pro­mie­nio­wa­nie rent­ge­now­skie prze­cho­dzi przez cia­ło w ułam­ku sekun­dy i nie pozo­sta­je w orga­ni­zmie. Po wyj­ściu z pra­cow­ni nie „pro­mie­niu­jesz”, nie zagra­żasz dzie­ciom ani kobie­tom w cią­ży, nie musisz nicze­go „wypłu­ki­wać”. Apa­rat RTG dzia­ła jak lam­pa bły­sko­wa — świe­ci tyl­ko w momen­cie eks­po­zy­cji.

Sumo­wać mogą się jedy­nie skut­ki bio­lo­gicz­ne bar­dzo wie­lu dużych dawek, dla­te­go doku­men­tu­je się histo­rię badań. Ale poje­dyn­cze zdję­cia dia­gno­stycz­ne, wyko­ny­wa­ne z rze­czy­wi­stych wska­zań, miesz­czą się z ogrom­nym zapa­sem w gra­ni­cach bez­pie­czeń­stwa.

Mit 3: „Lepiej poczekać, aż samo przejdzie, niż się naświetlać”

Tutaj doty­ka­my sed­na: ryzy­ko trze­ba zawsze porów­ny­wać z korzy­ścią. Nie­wy­kry­te zapa­le­nie płuc, prze­oczo­ne zła­ma­nie, nie­zau­wa­żo­na zmia­na w kości — to zagro­że­nia real­ne i natych­mia­sto­we. Hipo­te­tycz­ne ryzy­ko daw­ki 0,02 mSv jest przy nich sta­ty­stycz­nie pomi­jal­ne. W radio­lo­gii obo­wią­zu­je zasa­da ALARA (As Low As Reaso­na­bly Achie­va­ble): daw­ka ma być tak niska, jak to roz­sąd­nie moż­li­we, ale bada­nie wyko­nu­je się wte­dy, gdy jest potrzeb­ne. Lekarz kie­ru­ją­cy zawsze waży ten bilans — i wła­śnie dla­te­go na więk­szość badań RTG potrzeb­ne jest skie­ro­wa­nie.

Mit 4: „Stare aparaty, nowe aparaty — to bez różnicy”

Ogrom­na róż­ni­ca. Cyfro­we apa­ra­ty rent­ge­now­skie nowej gene­ra­cji potrze­bu­ją zna­czą­co mniej­szej daw­ki niż urzą­dze­nia ana­lo­go­we sprzed dwóch dekad, a przy tym dają obraz o wyż­szej roz­dziel­czo­ści, któ­ry moż­na powięk­szać i obra­biać kom­pu­te­ro­wo. Nasza pra­cow­nia w Gor­li­cach pra­cu­je na nowo­cze­snym cyfro­wym apa­ra­cie do zdjęć płuc­no-kost­nych, dopusz­czo­nym do użyt­ku decy­zją Pań­stwo­we­go Woje­wódz­kie­go Inspek­to­ra Sani­tar­ne­go. Pra­cow­nia prze­cho­dzi regu­lar­ne pomia­ry dozy­me­trycz­ne — zarów­no osłon sta­łych, jak i roz­kła­du dawek wokół apa­ra­tu. Wyni­ki tych kon­tro­li są jed­no­znacz­ne: dzia­łal­ność pra­cow­ni nie ma nega­tyw­ne­go wpły­wu na zdro­wie pacjen­tów, per­so­ne­lu ani śro­do­wi­sko.

Mit 5: „Dzieciom w ogóle nie wolno robić prześwietleń”

Dzie­ci rze­czy­wi­ście są bar­dziej wraż­li­we na pro­mie­nio­wa­nie niż doro­śli — i wła­śnie dla­te­go u naj­młod­szych sto­su­je się zaostrzo­ne pro­to­ko­ły: mniej­sze daw­ki dopa­so­wa­ne do masy cia­ła, osło­ny na narzą­dy wraż­li­we, pre­cy­zyj­ne ogra­ni­cze­nie pola naświe­tla­nia wyłącz­nie do bada­nej oko­li­cy. Gdy dziec­ko spa­da z rowe­ru i ist­nie­je podej­rze­nie zła­ma­nia, zdję­cie RTG jest stan­dar­dem postę­po­wa­nia na całym świe­cie. Alter­na­ty­wa — nie­zdia­gno­zo­wa­ne, źle zro­śnię­te zła­ma­nie — to pro­blem na lata. Temat roz­wi­ja­my sze­rzej w osob­nym tek­ście o bada­niach RTG u dzie­ci.

Mit 6: „Kobieta w ciąży nie może przebywać nawet w pobliżu pracowni RTG”

Cią­ża to jedy­na sytu­acja, w któ­rej ostroż­ność jest w peł­ni uza­sad­nio­na — ale i tu mity wyprze­dza­ją fak­ty. Po pierw­sze: prze­by­wa­nie w pocze­kal­ni czy kory­ta­rzu obok pra­cow­ni jest cał­ko­wi­cie bez­piecz­ne, ponie­waż ścia­ny, drzwi i okna pra­cow­ni mają ate­sto­wa­ne osło­ny, któ­rych szczel­ność potwier­dza­ją pomia­ry. Po dru­gie: nawet u cię­żar­nej moż­na w uza­sad­nio­nych przy­pad­kach wyko­nać zdję­cie oko­li­cy odda­lo­nej od brzu­cha (np. ręki), sto­su­jąc osło­nę. Klu­czo­we jest jed­no — zawsze poin­for­muj per­so­nel o cią­ży lub jej podej­rze­niu przed bada­niem. Wte­dy wspól­nie z leka­rzem dobie­rze­my naj­bez­piecz­niej­sze roz­wią­za­nie, któ­rym czę­sto będzie bada­nie USG, cał­ko­wi­cie wol­ne od pro­mie­nio­wa­nia.

Mit 7: „Skoro RTG jest bezpieczne, mogę je robić na zapas, profilaktycznie”

Para­dok­sal­nie ten mit dzia­ła w dru­gą stro­nę — i też wyma­ga spro­sto­wa­nia. Bada­nia rent­ge­now­skie wyko­nu­je się ze wska­zań, nie „na wszel­ki wypa­dek”. Nie dla­te­go, że poje­dyn­cza daw­ka jest groź­na, lecz dla­te­go, że bada­nie bez pyta­nia kli­nicz­ne­go nie nie­sie war­to­ści dia­gno­stycz­nej. Jeśli szu­kasz badań typo­wo pro­fi­lak­tycz­nych, lep­szym kie­run­kiem będzie ultra­so­no­gra­fia albo — u osób po pięć­dzie­siąt­ce — den­sy­to­me­tria, czy­li pomiar gęsto­ści kości wykry­wa­ją­cy oste­opo­ro­zę na dłu­go przed pierw­szym zła­ma­niem. O tym, kto powi­nien ją wyko­nać, pisze­my w arty­ku­le o oste­opo­ro­zie.

Co z tego wynika dla Ciebie?

Wnio­ski są krót­sze niż lista mitów. Pro­mie­nio­wa­nie przy poje­dyn­czym zdję­ciu RTG jest porów­ny­wal­ne z tym, któ­re przyj­mu­jesz pod­czas krót­kie­go lotu samo­lo­tem. Nie kumu­lu­je się w cie­le. Nowo­cze­sny sprzęt cyfro­wy dodat­ko­wo je mini­ma­li­zu­je, a pra­cow­nie pod­le­ga­ją sta­łej kon­tro­li dozy­me­trycz­nej. Jedy­ne, co napraw­dę powin­no Cię powstrzy­my­wać przed prze­świe­tle­niem, to brak wska­zań — nigdy strach.

Masz skie­ro­wa­nie na RTG albo pyta­nia o prze­bieg bada­nia? Zespół Cen­trum Dia­gno­sty­ki Obra­zo­wej w Gor­li­cach — lek. med. Dariusz Szczer­ba i lek. med. Janusz Pacha­na, spe­cja­li­ści radio­lo­gii i dia­gno­sty­ki obra­zo­wej — chęt­nie roz­wie­je Two­je wąt­pli­wo­ści. Zadzwoń: 18 350 09 10 lub sprawdź szcze­gó­ły ofer­ty w zakład­ce RTG.


Tekst ma cha­rak­ter infor­ma­cyj­ny. Decy­zję o wyko­na­niu bada­nia z uży­ciem pro­mie­nio­wa­nia joni­zu­ją­ce­go zawsze podej­mu­je lekarz na pod­sta­wie wska­zań medycz­nych.